Minta Plays

More or less about new technology, science and innovations. With digressions

Posts Tagged ‘e-book

I na dobranoc – tak to mogłabym czytać e-gazetę

leave a comment »

Choć na różowiastym książki czyta się całkiem znośnie, to nie wyobrażam sobie czytania e-gazet na czymś, co ma ekran o przekątnej 5 czy nawet 7 cali . Co innego, gdybym miała przed sobą gadżet taki, jak Skiff Reader. To kolejny czytnik e-książek (a raczej e-gazet, bo urządzenie stworzono właśnie z myślą o prasie) , który ma zadebiutować na rozpoczynającym się w piątek CES-ie. Podobnie jak w przypadku Kindle’a, aktualizacja danych na czytniku będzie się odbywać za pośrednictwem WiFi lub sieci 3G). Pobrane rzeczy będą zapamiętywane we wbudowanej pamięci urządzenia.
Nie dość, że Skiff Reader naprawdę ładnie się prezentuje (przynajmniej jak wynika ze zdjęć), to będzie poręczny do noszenia – jego waga ma nie przekraczać 500 g. Jego atutem ma być także wyświetlacz wykonany bez użycia szkła, a więc odporny na stłuczenia czy przypadkowe wygięcia. Cena gadżetu oraz data premiery rynkowej nie są jeszcze znane.
Strona producenta

Skiff Reader posiada wyświetlacz o przekątnej 11,5 cala

Wyświetlacz Skiff Readera jest wykonany z elastycznego tworzywa

Written by Malgosia Minta

January 4, 2010 at 9:31 pm

Posted in gizmos, Innowacje

Tagged with , , , ,

Szelest elektronicznego papieru (i czego lepiej nie brać do wanny)

leave a comment »

Pewnie dziwnie to zabrzmi w moich (tzn. osoby, która zaczyna dzień od odpalenia komputera, a spacerując z psem sprawdza na komórce co słychać na Facebooku i gadżetowych blogach), ale gdy dwa lata temu na świecie pojawił się Kindle byłam, mówiąc delikatnie, dość sceptyczna co do samej idei czytników e-książek. Choć nigdy nie zaprzeczałam, że takie rozwiązanie jest praktyczne (w urządzeniu ważącym tyle co jeden tom można zmieścić ich kilkadziesiąt), no ale…gdzie szelest kartek, gdzie możliwość zaginania rogów czy wreszcie czytania w wannie (disclaimer – cierpię na wrodzoną zdolność do topienia rożnych gadżetów elektronicznych, np. iPhone ostatnio kąpał się w Earl Grey’a i jakoś nie był zachwycony). Tak, przez blisko dwa lata stałam na stanowisku – owszem, pomysł ciekawy, przyszłościowy, ale żeby Kindle stał się nowym iPodem? Bez szans. Niech świat robi co chce, ja będę czytać książki na papierze Amen.

Mój różowiasty Reader


Jednak przyszła kryska na Matyska. Na urodziny (które nie pomnę, bo od razu przyślecie mi talon na sesję botoxu;-) wymyśliłam sobie prezent w postaci Sony Readera. Wybrałam najprostszy możliwy model – tak, żeby nie było żal i żeby eksperyment nie wiązał się ze zbyt dużą inwestycją (na wypadek, gdyby gadżet miał jednak spocząć na Cemntarzysku Gadżetów Nieużywanych w szafie).
I wiecie co? Wpadłam.Owszem, początki nie były zupełnie różowe – musiałam np. wyczuć i nauczyć się, w którym momencie strony nacisnąć “dalej” tak, by nie czekać zbyt długo na załadowanie nowej strony lub by strona nie zmieniła się zbyt szybko, przed dokończeniem lektury.
Wystarczyły jednak 2 dni treningu i Reader został ujarzmiony. Kończylam jedną książkę, ładowałam kolejne 2-3, od Verne’a, przez Michio Kaku na Terry’m Pratchett’cie skończywszy.
Mimo, że w przypadku Readera kupowanie książek nie jest takie komfortowe i błyskawiczne jak w przypadku Kindle’a (w przypadku gadżetu Amazona kupienie tytułu i ściągnięcie go na czytnik zajmuje góra 2 minuty i nie wymaga podłączania urządzenia do komputera), to i tak jest wygodniejsze niż czekanie na dostawę przesyłki z Empiku czy Merlina. Choć sklep Sony Reader jest dostępny tylko dla mieszkańców USA, książki można kupować w innych internetowych sklepach, uznających klientów z zagranicy.
Jak Reader radzi sobie z polskimi czcionkami do końca nie wiem (oczywiście w PDF’ach polskie czcionki wyświetlają się bez problemów, więc zawsze można sobie skonwertować e-booka do PDF’a np. przy pomocy bezpłatnego programu Calibra). Dlaczego nie wiem? Pewnie zabrzmi to próżno, ale Readera używam głównie do czytania książek w języku Language. Po prawdzie był to jeden z argumentów do kupienia Readera, bo na książki po angielsku są u nas po prostu skandalicznie drogie i nawet jeśli kupowałam ich mniej, niż tych po polsku, to wydawałam na nie więcej. A w wersji “e” są one zdecydowanie tańsze.
Reasumując – choć pewnie dostępne dzisiaj czytniki e-książek nie są idealne, to naprawdę mogą człowieka do siebie przekonać. Ja swojego Readera zabieram do metra, autobusu, na pocztę, w podróż, do łóżka. Przekonał mnie nie tyle sam gadżet (bo tu można by wprowadzić kilka ulepszeń), ale koncepcja. I jest dość prawdopodobne, że za dwa-trzy lata wymienię różowiastego na jakiś bardziej zaawansowany model, z WiFi, dużym wyświetlaczem, większą pamięcią. Może jakiś większy Kindle (przydałby się taki bezprzewodowy dostęp do sklepu)? Może QUE? Może jeszcze coś innego?
Nie twierdzę, że papierowe książki czeka rychła i gwałtowna śmierć. Ale też nie wydaje mi się, by e-książki były chwilową modą, która zaraz przebrzmi.
P.S.
W miniony weekend Amazon poinformował, że Kindle zdobył tytuł najczęściej kupowanego prezentu gwiazdkowego w historii sklepu, a ilość e-książek kupionych na Amazonie w okresie świątecznym przewyższyła liczbę książek tradycyjnych (pierwszy raz w historii). Jakoś mnie to nie dziwi, a Was?
P.S. 2.
I jeszcze słowo o e-książkach i readerach w Polsce. Prócz istniejących od jakiegoś czasu księgarni oferujących e-booki (np. Złote Myśli) , w połowie grudnia rozpoczęła się sprzedaż czytnika Eclicto, firmowanego przez Kolprotera. Tu idea jest podobna jak w przypadku Amazona czy Sony readera – mamy urządzenie i kompatybilną z nim księgarnię. Dodatkowo, w cenie czytnika (900 zł), klient otrzymuje 100 e-booków za darmo. I byłoby super gdyby – po pierwsze sam Eclicto był wykonany nieco lepie (biorąc pod uwagę cenę, to klient może mieć poczucie, że nieco przepłacił za swoją czytelniczą zabawkę), a po drugie – gdyby w pakiecie darmowych książek większość stanowiły naprawdę ciekawe książki, a nie …Fraszki i Treny Kochanowskiego. Czy nie lepiej byłoby dać 20 darmowych książek, ale za to takich, które można by jednak przeczytać? Liczę, że te potknięcia to tzw. “pierwsze koty za płoty” i że będzie lepiej. Naprawdę, chętnie powitałabym polską odpowiedź na Kindle’a, z bogatym wyborem książek po polsku i fajnym gadżetem, na którym te e-booki można by czytać.

Written by Malgosia Minta

December 28, 2009 at 12:56 pm

Inwazja Readerów UPDATE

with 2 comments

Wczoraj oficjalnie do międzynarodowej sprzedaży wszedł Kindle firmy Amazon – czytnik e-książek, dostępny dotąd tylko w USA. Ale to nie jedyna e-bookowa premiera tego tygodnia. dzisiaj z kolei swój czytnik e-książek pokazał księgarski potentat Barnes&Noble.

Zaproszenie na premierę czytnika B&N

Zaproszenie na premierę czytnika B&N

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami WSJ, gadżet będzie kosztować 259 dolarów. Podobnie jak Kindle, czytnik o nazwie Nook posiada 6-calowy wyświetlacz wykonany w technologii e-ink, a dodatkowo drugi, 3,5-calowy, kolorowy i reagujący na dotyk. Podczas gdy ekran główny ma służyć do czytania książek, mniejszy ma znaleźć zastosowanie w przeglądaniu zasobów czytnika oraz kupowaniu nowych pozycji w internetowym sklepie B&N. Gadżet ma działać w oparciu o system operacyjny Android firmy Google. Ksiązki móżna pobierać za pośrednictwem WiFi lub sieci 3G (pobrane ksiązki są przechowywane w wewnętrznej pamięci o pojemnosci 2 GB, którą móżna rozszerzyć przy pomocy kart microSD) Premierze gadżetu mają towarzyszyć atrakcyjne promocje – jak twierdzi Gizmodo, z okazji debiutu Nooka, B&N zamierza poważnie obniżyć ceny książek dostępnych w elektronicznym formacie. Zresztą – na tzw. chłopski rozum – e-książki powinny być tańsze od tych papierowych (odpadają tu m.in. koszty papieru oraz transportu tomów do księgarń). Czytnik posiada także opcję pożyczania książek znajomym aż do 14 dni. Miłe, nieprawdaż?

NOOK od Barnes & Noble

NOOK od Barnes & Noble

Zdjęcia Nooka zdobyte przez Gizmodo

Nook

Written by Malgosia Minta

October 20, 2009 at 3:07 pm

Kindle już w Polsce

leave a comment »

Sporo wody musiało upłynąć w Wiśle, by Amazon zdecydował się na tak odważny krok – od 19 października cudeńko Jeffa Bezosa, Kindle, będą dostępne dla mieszkańców ponad 100 krajów i terytoriów zależnych poza USA. W tym – w Polsce.
Dokładnie na rynek międzynarodowy trafi Kindle 2 – czyli druga generacja gadżetu, wyposażona w 6-calowy, monochromatyczny wyświetlacz wykonany w technologii e-ink.
Zgodnie z informacjami na stronie, Kindle ma działać w takiej Francji czy Poslce tak, jak w USA – pobranie książki nie powinno zajmować więcej niż 60 sekund, a transmisja danych z wirtualnego sklepu na gadżet ma być bezpłatna.
W ofercie Kindle Store znajdziemy 280 000 (!) tys e-booków. Czasem kosztują więcej niż klasyczne, papierowe odpowiedniki, ale czasem mniej ( np. za “Zmierzch” Stephanie Meyer zapłacimy 12 dol – dokładnie tyle samo co za wydanie hardcover).

Prócz tego w ofercie dostępne są dzienniki i tygodniki, których zawartość będzie się automatycznie aktualizować. Oczywiście Kindle radzi sobie też z bslugą innych formaów plikow , np. mp3, a po knwersji także z PDF-ami, etc.
Cena – 279 dol + podatek. Za koszty przesylki płacić nie trzeba. Na allegro zdolne do działania w europie Kindle 2 można kupić za 1100-1300 PLN.
Czy Kindle się przyjmie? Cóż, zabawka nie należy do najtańszych. To w oncu ok 900 zł, więc ok 25 tradycyjnych książek. A stanowiący jej wielki atut serwis i wirtualna księgarnai zawiera glównie książki anglojęzyczne, więc to ogranicza ilość osób chętnych skusić się na Kindle’a właśnieze wzgłędu na Kindle Store (tu jest trochę ianczej niz z iTunes Store’em – jakoś chyba anwet abrdziej lubimy słuchać nie-polskojęzycznej muzyki;-). W całej sytuacji na plus należy policzyć fakt, że wreszcie jakiś gigant dostrzegł Polskę jako rynek, na którym może uruchomić swój serwis, a nie tylko sprzedawać gadżet, którego wydatnym elementem ta usługa jest.
Kto wie, może za jakieś eony pojawi się u nas i iTunes Store?

Witaj Kindle :-)

Witaj Kindle 🙂

Written by Malgosia Minta

October 12, 2009 at 7:29 am

Posted in Uncategorized

Tagged with , , , , , ,